Hej!
W sumie cały ten tydzień poświęciłam na zbieraniu informacji do tego posta. Ferie jak już wiecie spędziłam w Hamburgu. Zakochałam się w tym miejscu i z każdym wyjazdem leci łza, ale to chyba dobrze? Moja własna opinia opiera się na sile, którą dają łzy, lecz to nie nieważne. Bardzo mi zależy abyście mogli poczuć temat jaki przekazuje ten post, więc zacznę od tego czym w ogóle dotarłam tam. Na początku leciałam samolotem, co było dla mnie wielkim przeżyciem, bo był to mój pierwszy raz.Po godzinnym locie dotarłam do Lubeki, z której do Hamburga była długa droga autobusem. Gdy dotarłam do domu rozpakowałam się i jak na razie zaczęłam zwiedzanie sofy. Drugi dzień rozpoczął się biegiem przez park, a przynajmniej tak bym chciała go zacząć, gdyby nie moje lenistwo. Wracając, do opisu wyjechałam z domu najpopularniejszym środkiem transportu w Niemczech, autobusem, a po czasie nastała przesiadka na u-bahn'a, czyli metro. Dojechałam razem z towarzyszącą mi koleżanką do centrum wszystkich sklepów typu: C&A, New Yorker,czy H&M.
Dzień trzeci otworzyły duże siaty i ból pleców, ale to nic, ponieważ dzisiaj, a w sumie pięć dni temu mieliśmy zwiedzać miasto i przy okazji odwiedzić znajomych. Hamburg jest ogromny i piękny, jakby każdy jego szczegół był przemyślanie wykończony. Pod koniec zakupiłam pamiątki i z werwą wskoczyłam do autobusu, który zawiózł mnie do wymarzonego po ciężkim dniu domu. Dzień czwarty i wielki wyjazd do aquarium w Hagenbeck, gdzie w skrócie były malownicze krajobrazy czystej zieleni i dodające magii temu miejscu latające między mną egzotyczne ptaki, oraz bawiące się małpki.Po części lądowej przechodziło się stopniowo do wielkich bulai między tobą, gdzie można było ujrzeć błazenki (Amphipriony), płaszczki, rekiny lub skrzydlice. Najlepsze jednak Było akwarium, a w sumie ogromna szyba wielkości ściany w kinie, która oddzielała mnie od podwodnego świata. Wycieczka ta zakończyła się w restauracji tak samo jak opis tego dnia. Sobota była dniem na odpoczynek i różne przemyślenia. Po woli dochodziła do mnie myśl, że opuszczę to miasto i przychodził smutek. Nikomu nie polecam tego uczucia! Żeby jednak się nie zamartwiać witamy dzień szósty, a razem z nim łyżwy i trzy godzinne odmrażanie palców. Myślę że samo dojście tam zajęło nam trochę czasu, więc nie ma tu chyba co opowiadać, no chyba że wypożyczanie łyżew od Polaka.. Zaczęło się to tak, że taka sobie odważna ja poszłam wynająć nam łyżwy . Kiedy ja się tam tak trudziłam i robiłam z siebie głupka, ponieważ sądzę że mówienie naraz angielskim, niemieckim i polskim jest zabawne, gdy odchodziłam i krzyknęłam do właściciela ,, DZIĘKUJĘ ,, on odpowiedział ,, NIE MA ZA CO ,, . Tak zakończyła się niedziela i nastąpił poniedziałek, w którym musiałam się z wszystkimi pożegnać, a przy tym starałam się jednak nie uronić tej łzy, lecz niestety było ich tysiące.Wsiadanie do autokaru ze świadomością że to on zawiezie cię do rzeczywistości jest marnym wyjściem, ale cóż.... Mogę tylko ująć, że warto mieć marzenia ale to tylko 1/3 sukcesu do celu. Powodzenia!



Maja jaka ty szalona! Nie pozabijałaś się na łyżwach?
OdpowiedzUsuń